back

 SACRUM W SZTUCE I JEJ HUMANISTYCZNE POSŁANNICTWO KU GODNOŚCI    
         
                                                       
W historii człowieka jako istoty wiodącej władającej rozumem na ziemi trwa odwieczny ciąg pytań sięgający antropologicznie o to kim jest człowiek? - Skąd przychodzi? Czym jest jego byt, i jaką ma misje? - Pytanie o sens życia - Zatem trwa odkrywanie tajemnicy i jej znaczenia w bycie, który postępuje odkrywaniem pokładów wiedzy zakodowanej w mózgu, w jego tzw. "szarych strefach ". Trwa odwieczny cud życia, który swoje etosowe początki bierze z uwarunkowań biologicznych natury nadprzyrodzonej niezbadanej... Przekazywane życie w sposób jaki nakazuje ta natura oparta na anatomicznych kodach, przedłuża swoje ramię po przez czyn w całej tej sferze nazywany ewolucją. Jest to oparte na dotyku zmysłu a czynem sprawczym jako ośrodkiem godnym danego czasu i miejsca przedłuża się skutecznie. Jest to działanie racjonalne i jako łańcuch przedłuża swoje ogniwa w nieskończoność jako następstwo bezwiedne, umocowane ruchu jako amplitudy odradzania rodzaju. Jednocześnie następuje wzbogacenie obszarów i adaptacja zdarzeń, w tym i tych duchowych do kalkulacji materii jakby równocześnie użytej jako przedmiotu do przekazu twórczego... Ośrodki te jakby parzyście biegną obok siebie, czyli racjonalny staje się cały ciąg myślowy rozłożony w czasie zapisany dziś jak wiemy w genach DNA i w atomistyce materii... Każde "nowie" porywa człowieka do odrębności z racji różnorodności, która jest kodem osobnym- Zatem jest to obszar ku bogactwu wyobraźni duchowo semantycznej... Otrzymujemy z pokolenia na pokolenie umysł działający w przestrzeni. Nie bez kozery czynię taki wstęp, budując pewny zasadny cykl myślowy na etosie człowieka, jako wprowadzenie do kwestii posłannictwa ku całej sferze uczuć jaka jednocześnie powstaje jako reakcja na stany twórcze, co w całej rozciągłości czyni człeka godnym swojej misji, i utwierdza w wierze do pragnienia co do nadrzędności jego posłannictwa ziemskiego. Człowiek otrzymujący wolę panowania i zachowania swojego "ego" czyni na wrażliwości swoich współ-protoplastów, czyli rządzi się uczuciem wspólnoty i zabezpiecza swoje JA, a jest to dobro w samej rzeczy przeistaczające się w sens nadrzędny zapisany w Księdze Rodzaju Ludzkiego. Zatem człowiek jako istota wiodąca kieruję się intuicją i wyobraźnią odziedziczoną w czasie przeszłym jako fundament wznosi ją ku przyszłości... Jest zatem tak ukształtowany, żeby jednocześnie dokumentować swoje twory a jednocześnie uczucia kreacyjne...  Ta sfera rozwija go i wyraża emocjonalność jego kreacji za pomocą: obrazu, słowa, muzyki, rzeźby, itd. Człowieka zadziwia rzeczywistość, czasem olśniewa, gdyż przywołany od poczęcia uwarunkowany genetycznym szyfrem oznaczał swoje miejsca stopniowo wpierw jako człowiek epoki kamienia łupanego. Później jako homo-wiator wędrowiec pozostawiał znaki w grotach, żeby dalej jako dedukcjoner powołać brąz, żelazo i parę wodną, przeistaczając się w homo-faber. Człowiek kształtował umysł i racjonalnie kalkulował straty i zyski, czyli homo-sapiens zw. rozumny... . Zauważmy, że zachodzi tutaj pewna partykulacja podstawowego sensu wyróżnika człowieczeństwa, po przez rozróżnianie poszczególnych działań stopniowo opanowywanych, czyli zachodzi tutaj wciąż sfera racjonalna. Są to wyłącznie działania dedukcji. Człowiek dziś będący w tak pojmowanej sile rzeczy posiadania jest swego rodzaju "racją własnego stanu" bytności na Ziemi. Jest władcą całej natury, która go odradza po przez i w nim tworzy szyfr funkcji sprawczych w stwórstwie kreatywnie poszerza jego pole. Dlatego trwają nadal dalsze odsłony pragnień człowieka, gdyż natura czym bardziej się odsłania tym bardziej staje się tajemnicza... I tutaj jakby koło się zamyka. Gdyż ten sam człowiek spogląda w odchłań i pyta przestrzeni, prosi o przedłużenie ramienia narzędzia sprawczego, o moc wytrwania, która powoduje nim także i nieracjonalnie z racji łaknienia prawdy o sobie. Nie bez kozery przytaczam tu jakby genealogię istoty rozumnej na Ziemi, bo chcę dalej rozwijać sferę uczuć, którymi jest powodowany cały stan tworzenia, w który wchodzi także : negacja siebie, zwątpienie, niechęć i nietolerancja, choć i te stany świadomości mają swoje uzasadnienie z racji uczuć. Dlatego dochodzi do eksperymentu przedsięwzięć. Jest to prawo niezbywalne i symulacji, co nie jest bez znaczenia dla interesu jako istoty budującej konsekwentnie a jest to w samym sobie cel odkrywczy. Zatem człowiek homo-sapiens w tworzeniu swego "alter-ego" podejmuje także czyn i doświadczalny. Potrafi także używać fałszu dla swoich kreacji ekscentrycznych, stając się władczy jako jednostka ale i narzucając innym siłą swój cel. Trzeba powiedzieć, że różne były zawirowania w dziejach ludzkich homo-sapiens i przeróżne podboje społeczne od starożytności, jak również we współczesności. A ostatnie stulecie chyba najbardziej krwawe w ustępującym tysiącleciu, przyniosło dużo innowacji technicznych... Tu na czoło wysunął się jednak homo-faber !. Marksizm i inne dominacje ideologiczne bezcześciły godność człowieka, stawiając na cokołach swoich bożków "świetlanej przyszłości"- upadały z hukiem. Były to eksperymenty bezduszne, które znalazły swoje odzwierciedlenie nie tylko w Kulturze danego wieku. . Zazwyczaj były to decyzje ślepe i partykularne, zdane na wyścig, często barbarzyńskie bezczeszczące ład i porządek rzeczy, bazujące na dominacji, na terrorze, szoku, czyli bezwzględne w swej traumie. Można je śmiało nazywać niegodne gatunku czasu, który jako "dobro" dał się okiełzać całym hordom tworząc ofiarę krwistego amoku. Stalin burzył świątynie duchowości, zwalał kopuły, deptał krzyże i wizerunek sacrum, wchodząc z zakrwawionymi rękami do kart historii, a do Biblii jako ostatnie uosobienie szatana. Tyleż samo chciał inny cynik Hitler, używając zła w imię dobra, biorąc siłę mięśni z filozofii mitycznych, paląc inne nacje w krematoriach używając podstępnie chrześcijańskich nawet wytrychów dla swego działania i skrytego fałszu. Okazywał niejednokrotnie determinację gniewu w sprawie godności. Kiedyś otwierając wystawę malarstwa w Berlinie w roku 1932, na widok obrazu Maxa Ernsta, pokazującego Matkę Boska dającą klapsy małemu Chrystusowi kazał usunąć ten obraz a malarza ukarać. To akt hipokryzji mówiącej o czystości rasy rozumnej... A dziś świat globalnie wyznający " religię pieniądza", świat nie mniej cyniczny nastawiony swoją prędkością na cel czysto materialny nie daje się zatrzymać na akt duchowo-twórczy. Prawda jakie to nieadekwatne ? -Oddalił się człowiek od własnego sanktuarium duchowego, że wprost krzyczy w głos :"nie znam się na Sztuce-dajcie mi spokój, a przecież ty, już dawno nie masz spokoju !"-Jakże można się znać na czymś czego się nie uczysz człecze -A na Sztuce nie trzeba się znać –wystarczy podejść... – Tyle, że nie dotyczy to śpieszących się w wyznanie materii... Jednakże badania, czy teorie, weźmy ks. Sedlaka, czy prof. Henryka Skolimowskiego – eko-filozofa (mówiącego, że człowiek jest Sanktuarium, ) dowodzą i mówią na przykładach, że człek jako istota myśląca porwana w wir zaabsorbowana materialnie, zgoła nie wytrzymuje parcia bezduszności jaka go przytłacza i popada w przeróżne patologie: załamania nerwowe, choroby psychiczne... Prędzej czy później musi się zatrzymać i powrócić do " potrzeby serca", która jest wszczepiona w gen kreacji niezależnej z racji wolności etycznej. A tym samym musi pozostawać w równowadze do rzeczy tworzonych, co jest naprawdę znamienne i godne uwagi. Coraz częściej człowiek zdominowany: brakiem medytacji, popada w dewiacje oddając się w fałsz...  Kiedyś w wywiadzie do mej ksiązki z "rozmowami artystycznymi" oznajmiła wybitna poetka, teoretyk etyki, filozof Marianna Bocian, że tylko Sztuka jest w stanie ocalić i odrodzić świat, gdyż to ona kształtuje stany wrażliwości i intuicję, która jest wiarą, i jest jako prowadnik podmiotu bytu na Ziemi... I wydaje się trafnym myśl z nauki w swoim proroctwie Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, że to głównie różne zawirowania w dziejach człowieka - te społeczne zgoła ruchy i nagłe inne działania teorii rewolucyjnych, to podstawowy błąd, który dziś daje wyraźnie znać o sobie –Te wszystkie zawirowania są niczym innym jak fałszem powstałym na dewiacyjnej kalkulacji rozumu idącego na skróty... "-Tak w istocie prawie zawsze eksperyment pozostawia ślad po sobie, czasem mutantne twory i efekty treserskie. W XXI wieku ma to swoje skutki wyraźnie dostrzegalne. Powstaje coraz więcej koncepcji i wyborów sprzecznych z etyką i godnością do nadprzyrodzonej istoty Istoty, co uzasadnia obawy o dalszy los bytu. W efekcie pęd ten powoduje ostre ścieranie się w kulturach, z czego powstają narośle zwane subkulturami, a które w świetle kreacji porywają się na akceptacje społecznej i uznawanie ich jako subkultury. Negacja nie jest twórcza- ale destrukcyjna! -Czasem chcą owe zbawcze teorie nazywać się elegancko" kulturą śmierci", itp. Trzeba wiedzieć, że dziś zaogniający się konflikt dwu żywych Kultur :Wschodu i Zachodu, bijących się :o swoje wizerunki Boga, o sposoby okazywania wiary i czczenia autorytetów, ma swoje odzwierciedlenie w krwawym terroryzmie, który powoduje się gwałtem w imię Boga nieracjonalnością wynikającą z niedorozwoju, a swój obraz ma w barbarzyństwie i oszołomstwie, nie pojmuje słów :" godność ", "szacunek "... Na swój sposób musi to znachodzić swoje odzwierciedlenie w Kulturze jako całości istoty ludzkiej, a tym samym w Sztuce XXI-go wieku. Dlatego dziś w tak cywilizowanym świecie, zdanym głównie na kalkulacje materialne odnajdujemy częściej już pogrążone wizerunki ludzi bezwiednych swego stanu ducha, jako cywilizacji... Najlepiej poczynię tu dygresję do czasu Sztuki "współczesnej" –Wystarczy pójść do jakiejś Galerii gdziekolwiek w dużym mieście, widzimy, że dominuje tam post-modernizm, płaski konceptualizm, instalacja, ekshibicjonizm czyli senso-stricte luźne myślenie twórcze, bazujące na plamie lub rozwibrowaniu podmiotu-Widzimy tu pustkę sal i zimne korytarze bezduszne, bezwitalne... Jest to często pokaz mizerii braku koncepcji głębszych humanistycznie i filozoficznie uzasadnionych... Są to raczej akty działań mutantnych, bezludnych i pochodnych tylko przemysłowi i w eksperymentatorstwie - obliczone na negację i protest sam w sobie. Najczęściej używana tu plama kolorowa jest białą plamą, co zresztą nie ma nic wspólnego z metafizyką wewnętrzna człowieka XXI wieku, jak się to dobrze określa rozwiniętego... Gołym okiem widać, że człowiek ucieka, wręcz nie wchodzi do takich przybytków, a nawet czuje się zaszczuty, i poniżony... Są to jakieś ugory
samorodne osty, są to wytwory nie mające ciągu myślowego ani antropologicznego. Hegl wyznaje zasadę niesprzeczności w swojej filozofii-Mówi on, że byt i niebyt -to jedno i to samo, na czym zresztą opierają się skrajne teorie ewolucji jak u Darwina. Tym czasem człowiek wie jedno, bo doświadczał wiele całym sobą, że nic nie powstaje z niczego i bez przyczyny uczuć... A co jest określone zamknięte formą kształtem -nie jest niebytem. Reasumując : Sacrum w Sztuce ma swoje miejsce, bo wychodzi z człowieczeństwa i jest humnistycznym centrum istoty myślącej, która nabyła prawo do wypowiedzi i określania bazując na stanie natury w określonym miejscu i czasie - TUTAJ i TERAZ. Sacrum to dobro nadprzyrodzone mające obraz człowieka z tej natury "dobrego" - Człowiek już rodzi się jako dobro niespożyte. A Sztuka pisana tzw. "dużym słowem" rządzi się, dobrem i takim emanuje jako czystość umysłu i non-stop niespóźniona się na swoje katharsis. Sztuka zawiera prawdę o człowieku jego sferach, w tym jest istotą, która ma swoje niezbywalne prawo do wiary i miłości, która pochodzi w prostej linii od Boga, prowadzi sensownie czas, który nas oświetla czynem... Ma natura i biologiczne instrumenty zawarte w każdej swej istocie jakby zachowane w takiej Arce Noego, żeby odradzać prawidłowość rodzajów... Jakże można zachwiać jej siłą sprawczą, mieszając pojęcia jej wizerunku, profanując jej światło barbarzyńsko tworzyć zgoła zgubne symbole. Symbol i znak jest wytyczeniem drogi. Jakże często jako obraz fałszywy, w stosunku do innych wspólnot narusza ich uczucia jak w ostatnim czasie miało to miejsce w karykaturze Mahometa. A stało się przecież wiele, niby w imię solidarności w obronie wolności wypowiedzi... Ale okazuje się, że jest to nieracjonalna walka z nierównym sobie przeciwnikiem. Czyni to przecież cywilizowany człowiek, podejmując rękawicę bezrozumnie od bezwiednego! Przypomnijmy sobie jak zareagowała nasza godność na wystawę instalacji, kiedy to w Zachęcie pokazano Papieża przygniecionego ogromnym obeliskiem. I być może ten kamień miał wyrażać COŚ- Ciężar jaki czyha na naszej wierze (?), jako autorytecie i przywódcy duchowym naszej Kultury duchowej Nie pogodziliśmy się z tym obrazem, który miał wywołać szok i anarchię umysłu. Jednak wszystko co dzieje się w kwestii uczuć, czyli godności ma swoje odzwierciedlenie w aktach sprzeciwu...  A bywają one czasem bardzo krwawe ! Trzeba tu również wiedzieć, że najczęściej z nadinterpretacji lub nadgorliwości, i co najważniejsze z niewiary w intuicję swoich odbiorców, powstają zgoła obrazy naruszające harmonię racji kształtowanych wiekami jako sens. A człowiek nie jest rzeczą służebną dla przypadku i eksperymentu. Warto przytoczyć tu zdanie z "Antypamiętników" Andre Malraux : "Istnieje tylko jeden problem poważny ; Jaki jest sens naszego życia ". Dlatego bijemy się o to! Sztuka jest instrumentem, żeby rozwiązywać problem sensu bytu. Jakże cienka jest linia tworzenia... I chociaż kreacja w Sztuce jest zapleczem relatywnym do rzeczywistości to pozwala podmiotowi na wyrażanie się skrótem czyli metaforą, która jest macką i kwintesencją wrażliwości i otwiera również inne obszary do własnych dopowiedzeń interpretacji i tu jest wolność... Zachodzi tu misterium chwil, którą każdy z nas posiada objawiającą się nie tylko talentom, (które są pasami transmisyjnymi lub tzw. medium) Talent to już misja rozumna nadprzyrodzona od Boga, który powierza mu obrazować własne czyny w Sacrum. Kiedyś zbierając materiały do książki pt. "Między Logos a Mythos "(Miedzy słowem a mitem) zapytałem profesora Jerzego Nowosielskiego wybitnego pedagoga, wykładowcę i twórcę, o Sacrum w Sztuce. Profesor odparł mi niezwłocznie :"Sacrum objawia się już w samym zalążku, gdy podchodzimy do wydobycia dzieła z abstrakcji. Gdy dajmy na to - ikonopisiec bierze deskę do reki i odmawia modlitwę, rodzi się natchnienie, swego rodzaju Ducha świętowanie... Sacrum jest obecne wtedy, gdy zatrzymuje nas i absorbuje. A jest to swego rodzaju olśnienie, zadziwienie i zaśpiew ponad –czasowości i niezależności... Jeżeli ten akt powstaje z wewnętrznej potrzeby na mocy wołania, które jest niczym innym jak zapisem duchowym i kontemplacji porywa nas i rzuca na kolana, do tego stopnia, że chcemy być posiadaczem danego gotowego obiektu na własność, żeby identyfikować się z jego wyrazem-to jest sacrum. Oczywiście, sacrum bardzo widoczne jest w ikonach oraz obrazach świątynnych. Ale jawi się także w każdym innym dziele, choć niedopowiedziane daje nam możliwość własnej duchowej interpretacji. Znaczy to, że sacrum jest nawet obecne w akcie kobiecym czy męskim, tak samo jak w pejzażu czy portrecie każdej istoty stworzonej w przyrodzie na obraz Boga. Jeżeli zważyć, że Stwórca jest w nas, we wszystkim co tworzymy za pomocą rozumu, należy to i tak interpretować... "-Ogólnie parafrazując profesora Sacrum bywa tu ukryte, zwłaszcza w dziełach, które trzeba powiedzieć już w XII wieku zaczęły opuszczać świątynie, a najbardziej gdy kler oddał część władzy w XVI wieku dla wspólnoty cywilnej. To Sobór I-szy Watykański pozwolił na zastępowanie znaków i symboli wyobrażeniami postaciami człowieka, humanizując jednocześnie Sztukę powszechnie dostępną. Na przykład wizerunek Chrystusa w postaci Baranka Świętego zastąpiono wizerunkiem ludzkim. Wykwit malarstwa ukazujący sacrum zewnętrzne nastąpił w okresie Romantyzmu i Rococco, a malarze mistrzowie wprowadzili nagie postaci do świątyń, gdyż takie je stworzył Bóg Ojciec. Później kolejno pojawiali się inni mistrzowie objawiające alegorie, pokazując nagą boskość ciała w krajobrazie. Następnie Sztuka stopniowo zaczęła przechodzić do tzw. metafizyki wewnętrznej i ukazywać metafizycznie: radość, rozpacz, czy cierpienie duchowe... Ale chyba najbardziej kontrowersyjny jest okres Współczesności, obfity w krwawe akty zawirowań od XIX w. , co znalazło niewątpliwie odzwierciedlenie w aktach artystycznych. Te wielkie zmiany głownie szybkie, a wręcz rewolucyjne, zmieniły estetykę i formę Sztuki. Na przykład Goya hiszpański mistrz pędzla, być może jako pierwszy tego wieku zaczął malować cierpienie pod najeźdźcą Napoleońskim, choć Heronim Bosch już w XV wieku ukazywał w sposób surrealistyczny etos człowieka w "Sądzie Ostatecznym" bardzo odważnie-Wszystko to Sztuka figuratywna humanistyczna i mocno odzwierciedlająca swój czas i jego ruch... "Gernika" Picassa to wyjątkowy przykład doświadczania bólu od prześladowców faszystowskich, ukazująca ustatecznienie cierpienia i jego wyraz przemawiająca do nas z wnętrza ponadczasowo i wydobywająca się wprost do nieba. Artysta posłużył się tu formą płaską i czarno-białym obrazem, ale wszedł głęboko wielowymiarowo w podmiot, oddając klimat. Ból także wchodzi w sferę sacrum, tym bardziej ból niewinnych, ból to ofiara. . Dalej idąc, trzeba tutaj oznajmić, że tzw. "AWANGARDA Polska "powstała również jako środek sprzeciwu sił twórczo –reformatorskich, jako wyraz przeciwko cenzurze, kiedy to w latach 60-tych władza i okupant radziecki wprowadzili tzw. "zamordyzm" powstało wówczas tutaj wiele nieprawidłowości... Artyści nafaszerowali swoje dzieła dużą dozą eksperymentu i z racji koterii biorąc fałszywe narzędzia twórcze chcąc zaszyfrować kwestie wyrazu powstały nadinterpretacje. Oczywiście obok panoszył się socrealizm, który wychwalał w swoich dziełach "Słoneczko", czyli Stalina... Ale trzeba też wiedzieć, że Sztuka Polska chciała się w jakiś sposób wyrwać z tzw. "obozu" perelowskiego socjalistycznego na zewnątrz, głównie ku Kulturze "środkowo-europejskiej "-Pojawiły się dzieła jakieś kundlowate obrazy, małpujące na Sztuce europejskiej i nie tylko!- Bardzo płaskie nawarstwiły się nie relatywne wprost do środków wyrazu, powstało wiele bezdusznych udziwnień, w czym zupełnie nie można było się odnaleźć. Powstały tak zwane nadinterpretacje plastyczne nacechowane agresją i wrogością, graniczącą z szokiem... Zatem eksperyment zwany później jako instalacja, heappyening lub pochodny postmodernizmowi: "konceptualizm", który jest miksem tych poprzednich imaginacji... To są już wybiegi zdane tylko na obnażanie swej pustki i negację sfery duchowej, nie mające nic z humanizmu, a zatem nic z godnością ludzką. Znane później w latach 90-tych są skrajne tego typu pokazy -np. heappyenigowe Katarzyny Kozyry w ZACHĘCIE –wspomnijmy film o bezprawnym przecież podglądaniu nagich ludzi w łaźni, czy pani Żebrowskiej, kiedy to penformens - womann wyjmowała sobie z przyrodzenia, na oczach publiczności, lalkę mocno epatując widzów. Można mnożyć przykłady, choćby ostatnio sprzed kilku lat powieszenie genitali na krzyżu pseudo-artystki Nieznalskiej oczekującej na pogłos krytyki a bardziej poklasku, co jest wręcz cyniczne a tym samym ohydne –Tudzież w tym samym miejscu, pokazała pani Rottenberg portrety aktorów w mundurach hitlerowskich. W efekcie niezgody i odwetu Daniel Olbrychski wtargnął honorowo do ekspozycji i posiekał je szablą ułańską, gdyż w efekcie ta wystawa nie niosła nic w życie kulturowe, tylko obelgę podmiotu człowieka... To tylko namacalne przykłady despotycznej głupoty tzw. komisarzy Sztuki XX wieku. Tudzież inny przypadek, zdany na taki sam poklask, kiedy to na wystawie w Brukseli(, kilka lat wstecz), gdy Polskę już przyjmowano z powrotem do Europy-do Unii, w galerii pobliskiej Centrum Unijnego sprofanowano sacrum – aktem bluźnierczym. Znów kolejny wyraz fałszywie pojmowanej wolności, kiedy to inny nieznany pseudo-artysta szukający rozgłosu, na swoim obrazie olejnym- tytuł: "Biczowanie" pokazał postać Chrystusa (uwiązanego do słupa kamiennego) biczowanego przez esesmana i więźnia obozów w pasiaku, którzy obaj jednocześnie biczują Mesjasza. On twierdził, że oni biczują prawdę... Ale ja gdybym miał wybierać między Chrystusem a prawdą, na pewno wybrałbym Chrystusa. Już zupełnie nie jest warte odnotowanie aktu kolejnej głupoty u innej polskiej młodej pseudo-artystki, która ukrzyżowała męskie genitalia. Bluźnierstwo w Sztuce zwłaszcza w tym wieku rozprzestrzenia się i zaczyna się tam gdzie niema racjonalnego środka wyrazu-To nie prawda, że " cel uświęca środki "- W Sztuce to nie wychodzi. Strach pomyśleć jak oznajmia poetka i filozof M. B. -" co się może stać, przed czym ostrzegano od tysiąclecia by nie wykraczać przeciwko duchowi. Czy dramatem naszej współczesności nie jest to, że człowiek się nie rozwija tylko intelektualnie tresuje ?" -Można tylko dodać, że Sztuka to nie polityka, żeby hulajgębować cynicznie i z hipokryzją oznajmiać, że to w imię: dobra, wolności- Co ma zresztą także odzwierciedlenie w Literaturze i nie tylko! ale i w innych profesjach – Żerowanie jest dziś powszechne i jak się okazuje bywa sposobem na byt... Uważa się dziś, że można z racji każdej potrzeby dowolnie zatem i bezdusznie miksować gotowce, i szafować nimi po bazarach próżności... Okazuje się, że zło wkrada się do intelektu bardzo sprytnie, a ten nie używa już sumienia. Jest to bardzo cynicznie i partykularne, a i nieetyczne-uderzające także w Sztukę prawdziwą, której godnością jest sacrum. I oby nam nadziei starczało, że prawdziwa cnota takich praktyk się nie boi, gdyż Bóg to Sens Natura i Mądrość Absolutna konsekwentnie naturą, nawet to co nielogiczne pozwala z racji dobra ułożyć w całość.

Zbigniew Kresowaty
 
Zbigniew Kresowaty - KreZbi
 

 © 2006  PiIwO. com